Opowiadanie: Bezimienne – Rozdział 1.

Na Twitterze zapowiedziałam, że dziś będzie notka. Ale jaka? Zdradziłam tylko, że kompletnie nie z harmonogramu. ^^ Post jest niezapowiedziany, nawet mi wpadł do głowy dopiero dziś rano, kiedy rozespana robiłam sobie okład na oko. Tęsknię za pewną osobą. . I chciałabym pisać coś, co mi o niej przypomni. Przez co poczuję ją. Jako, że robię to tylko dlatego, nie muszę kontynuować opka. Zanim napiszę drugi rozdział, ona wróci. Tak więc przed sobą macie historię bez tytułu i może nawet bez kontynuacji – lecz to drugie zależy od was. Jeżeli tylko poprosicie, będę pisała kolejne rozdziały.

~~~~~~~~

Mój dziadek to była cała moja rodzina. I dlatego to tak bolało. Pewnego jesiennego poranka jak zwykle zalałam go potokiem pytań o motyle – istoty, które badał. Spieszył się do pracy, więc nie mógł odpowiedzieć mi na wszystkie.

-Zachowajmy resztę na później, gdy wrócę z pracy.

-Alee zostało mi tylko jedno!! – krzyczałam. Byłam bardzo rozpieszczonym dzieckiem.

-Teraz już nie mam czasu. – ucałował mnie w policzek na pożegnanie. – Wieczorem, dobrze? Do zobaczenia.

Nienawidzę jesieni. Nienawidzę motyli. Już nigdy nie zadałam mu tego pytania – „Czemu motyle istnieją?”. Zostałam sama. Dziadek zginął w wypadku.

_________________________________

Od tamtego czasu radziłam sobie sama.

Gdy byłam dzieckiem, moim ulubionym stworzeniem był motyl, lecz jako starsza dziewczyna pokochałam ich nocne siostry – ćmy. Ślepe, błąkające się nie bez celu, bo do światła. „Obiekt emitujący światło służy ćmom w podobny sposób, jak latarnia morska statkom” przeczytał mi kiedyś dziadek. Zawsze za dużo mówiłam. Nicks mówi, że to dlatego dołączył mnie do nich, do bandy uliczników. Dowiedziałam się o śmierci mojego opiekuna i od razu uciekłam. Kiedy On mnie znalazł, drzemałam w jakimś kącie między budynkami. Bo opowiedziałam mu wszystko i więcej, dlatego powiedział:

-W naszej grupie chyba nie ma kogoś tak rozgadanego. – zaśmiał się. – Chodź za mną. – a ja polazłam, bo cóż innego miałam zrobić? Czy po pierwszej nieprzyjemnej nocy w chłodzie, głodzie i niebezpieczeństwie dalej wolelibyście zostać na ulicy? On był moim pierwszym i chyba jedynym ratunkiem. A już przede wszystkim najlepszym przyjacielem.

Prowadził mnie ściekami, jakimiś tunelami i labiryntami. Jak wyszliśmy stamtąd, na dworze już świtało. Byliśmy poza miastem. Weszliśmy do jakiejś jaskini. W pobliżu były strumyki i małe wzgórza – piękne krajobrazy.

– A to Rikk  i  Bazyliszek. Ta mała to Greeny. Ma to coś wspólnego z jej zamiłowaniem do zieleni. Ja jestem Nicks,  a ty??

– Dziadek nazywał mnie Bebe, lecz moje prawdziwe imię na razie jest nieistotne.

-Więc na tym nasza grupa się kończy. – uśmiechnął się szeroko i przyjaźnie. Na początku nikt nie mówił, że mam coś robić. Wystarczyło, że spałam, jadłam i śmiałam się. Gadałam do wszystkich jak papuga, nigdy się nie zamykając i tak wyglądało kilka tygodni. Pewnego razu Rikk, zdaje mi się, że taka beta po alfie czyli Nicksie, przywódcy, oznajmił przed wszystkimi, że trzeba mnie wtajemniczyć. Wtedy wstał Bazyliszek, najmłodszy chłopak i zaczął:

– Jak już wiesz, wszyscy tutaj zostaliśmy potrąceni przez los. Nieważne jak, ale nie mamy już nikogo poza sobą nawzajem. Jednakże dalej jesteśmy ludźmi, potrzebującymi jedzenia, picia, rozrywki i wygody. Zatem raz na jakiś czas, któryś z nas musi okraść ten czy tamten sklepik. Ty także powinnaś się tego nauczyć. – nie zdziwiło mnie to. Przecież oni tylko siedzieli w „dziurze”, jak nazywałam jaskinię, a mieli wszystko. Proste było, że kradli.

– Kto zostanie moim nauczycielem? – spytałam logicznie.

– Ja! – czym prędzej zaklepał sobie to miejsce Nicks. – Zaczniemy od razu – skierował się do wejścia do miasta. Trochę się bałam, że nie dam rady albo, że ktoś zobaczy jak to robię. Nie do końca chciałam kraść, ale jeszcze bardziej nie życzyłam sobie odejścia od moich nowych znajomych, więc wiedziałam, iż to konieczność. Doszliśmy na targ. – Teraz pokażę Ci, jak to się robi a potem spróbujesz sama. – powiedział szeptem mój towarzysz. Podszedł do jednego z bazarów i udawał, że przegląda przedmioty. Pytał o cenę, skąd zostały przywiezione itd. W pewnym momencie odłożył wszystko, podziękował i powrócił do mnie.

-Czemu nic nie wziąłeś? – zapytałam.

-Jak to nic? – chłopak uśmiechnął się łobuzerczo i otworzył torbę pełną przeróżnych warzyw i owoców.

-Jak..??..Kiedy..?-zdziwiłam się.

-Na tym to polega, Bebe. Muszę być niezauważony, bo później nie mógłbym pokazać się w miescie, od razu wszyscy wiedzieliby, że coś im ukradnę. Na pierwszą próbę weź to pastę i usmaruj sobie nią twarz, a potem zawiąż na włosach chustę tak, żeby nikt nie zobaczył koloru twoich włosów. Jeżeli ci się nie uda, zapamiętają Cię. – schowałam się i wykonałam jego polecenia. – Podejdź do któregoś i rób to co ja. Gdyby ktoś zrozumiałby, co chcesz osiągnąć, uciekaj – byleby jak najszybciej i nie zdradź położenia naszej jaskini. – potaknęłam i trzęsąc się jak galareta, poszłam kraść.

Ostatecznie nie udało mi się. Zwinęłam kilka rzeczy, ale przy ostatnich zbyt się nakręciłam i ekspedientka zobaczyła, co biorę. Zaczęła krzyczeć „Złodziej”, ale zanim ktoś zadziałał, ja już byłam na dachu jakiegoś budynku – szybko zmyłam pastę i ściągnęłam chustę. Ubrałam swoje ciuchy w inny sposób, pobrudziłam białe rękawy – nikt mnie nie poznał. Tak radosne były moje pierwsze kradzieże. Potem było coooraz gorzej.

~~~~~~~~~~~~

Parę rzeczy można by zmienić, wiem. Ale już nie mam czasu, a za wszelką cenę chcę to wstawić przed południem.

Reklamy

5 Komentarzy

Filed under Bezimienne, StoRy

5 responses to “Opowiadanie: Bezimienne – Rozdział 1.

  1. Wreszcie piszę ten komentarz, choć zajęło mi to cały dzień, by wymyleć coś sensownego 😉
    Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy – jest za krótkie 😀 Ale na szczęście to wszystkie „wady”.
    Jeśli chodzi o „zalety” to, choć pomysł na opowiadanie nie jest pierwszej świeżości (kiedy szukam skojarzeń, w głowie pojawiają mi się przynajmniej 3 tytuły różnych mediów), jednak „w twojej wersji” wyszedł sympatycznie 😉 Szczególnie podobają mi się wstawki o motylach i związanie wydarzeń z zainteresowaniem Bebe ćmami.
    O bohaterach na razie nie mogę wiele powiedzieć, skoro tak mało o nich wiadomo (zwalmy to na długość XDD).
    Wstęp, w którym mówisz, że nie masz zamiaru (?) kontynuować opka… trochę mnie dziwi. Że chcesz zostawić swą historię niedopowiedzianą… Ale to prawdopodobnie wpływ pewnej visual novel na moją osobę sprawia, iż myślę, że nie należy zostawiać rzeczy nieskończonymi.
    Pozdrawiam ;*

  2. Po pierwsze: bardzo ładny nagłówek ;D

    Po drugie: opowiadanie! Wena twórcza Cię nie opuszcza co? To bardzo dobrze. ^^ I w sumie to mam już pewne przypuszczenia, co do osoby, dla której jest ta notka… ;D
    Bebe – hmm, pomysłowe. Żeby nie zdradzać swojego imienia… W ogóle, to ciekawe ksywki tam mają… i ciekawe, no i trudne życie, ehh… Wszyscy tam coś wycierpieli… A teraz kradną… Ciekawe, co ostatecznie będzie z Bebe?
    Mam nadzieję, że będziesz kontynuować ; )

    Pozdrawiam!

  3. Eri

    Pomysł na opowiadanie bardzo dobry, ale tak jak Lavinnia uważam, że rozdział 1 zdecydowanie za krótki ;D Nie zdąrzyłam się bardzo dobrze wkręcić w akcję ;D
    Hm… akcja z kradzieżą była niezła. Tylko zastanawiam się jakim cudem ona tak szybko zwiała na ten dach O.o
    No, ale grunt, że ją nie przyłapali ;d Spoko, pewnie się z czasem nauczy choć ostatnie zdanie [że będzie czy tam było jeszcze gorzej] na to nie wskazuje…
    Opowiadanie zaczyna się ciekawie tak w ogóle ;d

  4. Aikee_chan

    @all
    Ostatecznie będę to kontynuować 😉 Mam juz drugi rozdział… Ale zawiodę was, dłuższy nie będzie, wręcz krótszy. Może chaptery będą ukazywać się szybko, może nawet raz na miesiąc, ale …. Wyjaśnienia dostaniecie na początku nowej notki bezimiennej.

  5. Alex

    Przyznam szczerze, że troszkę mnie zaskoczyłaś tym opowiadaniem, ale na szczęście w 100% pozytywnie. Wiesz, kiedy wstawiałaś tą notkę, ja najprawdopodobniej właśnie obserwowałam pewną ćmę, którą z Francji przywiozłam aż do Polski. Gdy przeczytałam więc początek tego rozdziału, od razu przyszło mi na myśl to wspomnienie, co wywołało mój uśmiech. A dalej było równie świetnie. Podoba mi się zarówno pomysł na samo opowiadanie, jak i na to, by zamiast imion podawać pseudonimy bohaterów. Dzięki temu jest ciekawiej ;]
    Pozdrawiam ^^
    Alex

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s