„Ktoś” – Fanfick.

Czytając fanficka Misako naszła mnie okropna chęć na pisanie fanficków.;) Kiedy tylko o tym pomyślałam, miałam chęć od razu się za to zabrać. Dlatego jeszcze tego samego wieczoru zaczęłam pisać. ^ __ ^ Czyli wczoraj dokładnie. Teraz fanfick jest gotowy, nawet już próbnie przez kogoś przeczytany, więc dodaję.;) Na razie jest to pojedyncza część bez żadnej kontynuacji, tak na próbę. Z Junjim oczywiście, bo o nim mi się pisze najlepiej. Wenę znalazłam w tłumaczeniu „Top Secret” Ohno Satoshiego, które możecie znaleźć TUTAJ (fanom ARASHI polecam zarejestrowanie się… a jeśli ktoś chciałby zostać fanem, to też;p).

~~~~

Szłam ku budynkowi zwanego szkołą dość niepewnym krokiem. Miałam wrażenie, że jestem za wcześnie. Aby trochę spowolnić kroku, wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać różne sms-y. Przywitałam się z pewną koleżanką, inną zapytałam o projekt, który miałyśmy razem robić, a jeszcze inną zaprosiłam na spacer w weekend. Zaczęłam przeglądać moje kontakty w poszukiwaniu osoby, do której jeszcze mogłabym napisać. I wtedy zobaczyłam ten numer. Stanęłam w miejscu.
Zaczęłam przypominać sobie, co to za numer. Ogólnie nie byłam w stanie sobie teraz przypomnieć, kto to w ogóle jest. Miałam tą osobę zapisaną jako „Ktoś”, a to zbyt wiele mi nie mówiło. Schowałam telefon do kieszeni i wznowiłam spokojny, wolny chód do szkoły, tym razem z wyrazem twarzy mówiącym, że bardzo głęboko myślę. Dręczyło mnie to, że mam w kontaktach kogoś, a właściwie to nie wiem, kto to jest. Byłam zła na siebie, że zapisałam tą osobę w ten sposób. W końcu dotarłam do szkoły. Przed wejściem do szkoły stała Ki, najwyraźniej czekała na mnie. Radośnie pobiegłam do niej, przytuliłam się i zaczęłam szybko opowiadać o poprzednim dniu oraz ogólnie o wszystkim i o niczym, byleby nie nastawała cisza. Taka już byłam, gdy się nie odzywałam to znaczyło, że jestem poważnie chora. Nim nastała lekcja, zdążyłam przebiec całą szkołę, wesoło przywitać się nawet z największymi wrogami i wyspowiadać się wszystkim z moich najświeższych przemyśleń. Wszystko, byleby nie przypomnieć sobie o tajemniczym numerze.
Ale niestety, w końcu zaczęła się lekcja.
***
-Gooooddd Mooorrrniiing… – leniwie i chóralnie powiedziała klasa na powitanie nauczycielki. Ja się w to nie włączałam. Kiedy byłam w naprawdę wyśmienitym humorze, witałam się z nauczycielami. Ale tego wykrzykiwania nienawidziłam. Nieraz brzmiało to jakbyśmy byli w wojsku, a innym razem jakbyśmy byli u skraju wyczerpania. Cóż, jakby mnie kto pytał o zdanie, to oba te sposoby mi nie odpowiadały.
-Good Morning. We are going to talk about pronouns – oznajmiła nam nauczyciela angielskiego, na co usłyszała wspólne westchnienie wszystkich uczniów. Nawet ja sobie cicho westchnęłam. O zaimkach mówiliśmy już po raz setny, więc nawet kujony, które lubiły kuć, nudziły się na takiej lekcji. Ja osobiście już po chwili siedziałam w ławce wyłączona i wpatrywałam się w ścianę. No i oczywiście zaczęłam znów rozmyślać nad tym kontaktem. Tak mijało mi kolejne kilka godzin.
***
-Ej, Ki, mam pewien problem. Pomożesz mi? – zapytałam przyjaciółkę w szatni.
-Jasne… O co chodzi?
-Jestem od rana wkurzona, bo mam na liście jakiś kontakt, którego nie znam. Chcę się dowiedzieć, kto to, ale nie wiem jak…
-Zapytaj po prostu – zaśmiała się.
-Prosto ci powiedzieć! – rzuciłam i zaczęłam przebierać buty. – Przecież nie walnę ot tak „Heeejka. Mam cię na liście, kim jesteś?”
-No wiesz, ja właśnie tak to bym załatwiła – znowu zachichotała. – Ale jeśli nie chcesz tak, to po prostu napisz jak do starego, dobrego znajomego. Może po jakimś czasie sam powie lub domyślisz się – zaproponowała, a ja od razu wyciągnęłam komórkę i wyklikałam „Hej. Co tam?:)”. Poczekałam, aż wyświetliła się informacja o treści „Wiadomość została wysłana”, uśmiechnęłam się do Ki i wyszłam z szatni. Po chwili dostałam odpowiedź.
-Znamy się?;]
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Mam twój numer na liście, ale nie mam pojęcia kim jesteś.^^’
-Więc się przedstaw.;D
-Hehe. A co mi tam… Mam na imię Yuki, chodzę do 3. Gimnazjum. To teraz twoja kolej ^ ___^
– podałam specjalnie fałszywe informacje. Tak jakby bałam się tego kogoś. Wolałam najpierw zobaczyć, kto to.
-Yukito, ale trochę starszy. Widzę, że mamy dużo wspólnego, patrz imię.;d
-Aii, obudź się! – machała mi przed oczami Ki. – Rany, ale cię wciągnęło! Myślałam, ze już nie wrócisz do świata żywych. Wiadomości przeczytałam, co teraz z tym zrobisz? – zaśmiałam się na jej wcześniejsze słowa i odpowiedziałam:
-Nie wiem. Mogę się z nim spotkać ewentualnie…
-O nie! Nie, nie, nie. Nie dam ci. Przecież ty go nie znasz dziewczyno! – zaczęła histeryzować.
-Możemy się poznać? Za 15 minut, w knajpce „Kaze”, ok? – zaproponowałam, będąc prawie pewna, że mieszka w tym samym mieście. Przecież z nieba tego numeru nie wytrzasnęłam..
-Więc mam rozumieć, że dla mojego bezpieczeństwa pójdziesz tam ze mną? – uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki, złapałam ją za rękę i zaczęłam iść ku miejscu, w którym się umówiłam z chłopakiem. Choć nie dostałam jeszcze odpowiedzi, nie miałam zamiaru czekać, aż Ki oznajmi, że nigdzie ze mną nie pójdzie i uda się w swoją stronę. Pod wpływem impulsu mogła za mną pójść wszędzie, lecz po przemyśleniu zwykle nachodziły ją obawy, a trudno było zaciągnąć ją gdzieś na siłę. Po niecałych 10 minutach byłyśmy na miejscu. Zamówiłyśmy sobie po soczku i siadłyśmy w jakimś niezatłoczonym miejscu w kącie. Wtedy dostałam smsa „Spóźnię się, będę za ok. 10 minut”. „Nie szkodzi”, pomyślałam. „Ważne, że się zgodził i nie przyszłyśmy tu na marne”. Zabawiałam Ki rozmową najdłużej jak się dało. Chciałam, żeby nie miała czasu na myśli. Jeszcze zaczęłaby próbować mnie stąd wyciągnąć i narobiłybyśmy sobie wstydu przed ludźmi. Cały czas ktoś wchodził czy wychodził, więc nie wiedziałam, czy Yukito już tu był. Zwłaszcza, że w sumie to się nie przyznał, ile ma lat. Nagle do knajpki wszedł jakiś zakapturzony chłopak w okularach przeciwsłonecznych, dość wysoki. Zwróciłam na niego uwagę głównie dlatego, że jego twarz i sylwetka wydawała mi się dziwnie znajoma.. Wtedy otrzymałam sms o treści: „Jestem na miejscu. Stolik numer 5^^”. Myślałam, że zemdleję! Właśnie tam usiadł tajemniczy chłopak. To jeszcze bardziej mnie zachęciło i jak najprędzej przesiadłam się do jego stoliku, ciągnąc za sobą Ki.
-Hej. To tak na wstępie, jestem Ai i chodzę do pierwszej LO. Sorki, nie znałam cię, więc wolałam skłamać .. A to Ki, moja przyjaciółka – dopiero kiedy to powiedziałam, zdałam sobie sprawę, że dalej go nie znam i nie powinnam była tego mówić… Dostrzegłam jak zwykle zhisteryzowany wzrok Ki, kiedy mówię coś nie tak.
-Aha, a teraz mi ufasz? – zaśmiał się chłopak i ściągnął kaptur. Wtedy zobaczyłam burzę czarnych loków.
-Masz włosy jak członek ARASHI! – zaśmiałam się, na co on nic nie powiedział. Wtedy ściągnął okulary.. i Ki odruchowo przymknęła mi usta, gdyż wiedziała, że zaraz zacznę krzyczeć. JUN! MATSUMOTO JUN! Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę, ale siedział przede mną we własnej osobie.
-Junjuś! – szepnęłam, kiedy Ki dała mi już mówić. – To naprawdę ty?…..
-Boku wa Matsumoto Jun – przywitał się z uśmiechem.
-Dobrze, że tu prawie nikogo nie ma, bo zaraz wszystkie fanki by zaczęły piszczeć tak jak ty przed chwilą miałaś zamiar – zaśmiała się moja przyjaciółka.
-Raaaany, ja to mam szczęście – zaczęłam wyć z radości.
-Wiesz, ja w sumie myślałem, że sobie żartujesz i tak naprawdę to mnie znasz – uśmiechnął się Jun i pociągnął przez rurkę łyk soku pomarańczowego. – Szedłem tu dość niepewnie, ale w końcu pomyślałem, że ewentualnie zrobię wyjątek i dam ci fanowskie spotkanie. A tu ty chyba naprawdę nie wiedziałaś… – wtedy mnie olśniło. Natsuko! Dawała mi raz jakiś numer i radziła zadzwonić. Nie wiedziałam o co jej chodzi, chciałam z tym poczekać i… zapomniałam.
Opowiedziałam Ki i Junjiemu tą historię. Zaczęli się ze mnie chichrać. Potem rozmawialiśmy długo o ARASHI, muzyce czy choćby modzie i szkole. Z nim dało się gadać o wszystkim, a moja przyjaciółka u boku sprawiała, że byłam pewna siebie i otwarta na długie trejkotanie. Nagle do „Kaze” weszła jakaś nastolatka, która od razu rozpoznała Junjiego i zaczęła krzyczeć wniebogłosy. Przechodnie zaczęli patrzeć podejrzliwie, o co chodzi, tłum się powiększał… Matsumoto dał nam znak i jak najszybciej wybiegł z knajpki. My biegłyśmy tuż za nim. W pewnym momencie potknęłam się o coś i upadłam na chodnik. Zadarłam sobie trochę skórę na kolanie, zaczęła cieknąć krew. Chłopak spojrzał na mnie przerażony, po czym wziął mnie na ręce z szerokim uśmiechem.
-Teraz jesteś moją ohime-chan* – uśmiechnął się jeszcze szerzej. Za nami zobaczył zbliżający się tłum fanów i zaczął znów biec.
-Ja nie mam po co uciekać, więc was zostawię! – krzyknęła do nas Ki i oddaliła się. Miałam wrażenie, że zrobiła to, abym mogła trochę pobyć ze swoim idolem. Byłam jej naprawdę wdzięczna.
***
-No, wygląda na to, że już nie musimy uciekać – oznajmił chłopak po kilkunastu minutach biegu. Był bardzo zmęczony, nie należałam do najlżejszych osób, a wydawałoby się, że biegł ze mną na rękach przez przynajmniej kilka kilometrów. Choć było to najpiękniejsze kilka kilometrów w moim życiu… Wtulałam się w niego najmocniej jak potrafiłam i chciałam, aby ta ucieczka nigdy się nie skończyła.
-Teraz może gdzieś odpocznij, co? – zaproponowałam. Wyjęłam z mojej torebki butelkę wody i podałam mu, aby się napił. Usiadł na jakimś schodku i zaczął gasić pragnienie.
-Ale tak właściwie to gdzie my jesteśmy? – zapytał po chwili.
-Dobre pytanie… – skwitowałam i zaczęłam rozglądać się dokoła. Wokół nas nie było żadnych ludzi, była to jakaś uliczka, dużo drzwi wyglądających na wyjścia od tyłu jakichś sklepów, no i te schody, na których Junji właśnie siedział. – Masz telefon? Bo mój się rozładował.
-Wydałem wszystko na smsowanie z tobą…
-Aha…
-Napiłem się już, więc chodź – złapał mnie za rękę i poszedł w jakimś nieznanym kierunku. Chcąc-niechcąc, poszłam za nim. Lepsze to niż stanie w miejscu. W końcu dotarliśmy do jakiegoś chodniku, na którym oprócz nas były jeszcze tłumy ludzi. Chłopak złapał pierwszego lepszego przechodnia i zapytał, czy wie, jak dojść na jakąś ulicę. Domyśliłam się, że właśnie tam mieszka, zapewne tymczasowo. Kiedy oddaliliśmy się od obcego człowieka, zapytałam:
– A ze mną co? Ja tej twojej ulicy nie znam i dalej nie wiem, jak wrócić…
-No przecież idziesz do mnie, nie? – odparł tak jakbyśmy ustalili to już dawno temu.
-Nie przypominam sobie, żebym się na coś takiego zgadzała – odpowiedziałam z chłodnym spojrzeniem.
-Oj dobra, dobra. Nie martw się, nic ci nie zrobię. Za młoda jesteś – zaśmiał się. – Po prostu w domu mam telefon, więc zadzwonimy, żeby ktoś po ciebie przyjechał.
***
-Halo? Mamo, mogłabyś po mnie przyjechać? A, poszłam sobie po lekcjach do knajpki. Przyjedź po mnie na ulicę …. . Wiesz, gdzie to jest? A, to dobrze. Pa… nie spiesz się – przy ostatnich słowach oddaliłam się trochę od chłopaka. Tak w sumie, to chciałam zostać trochę dłużej u Matsumoto, bo niecodziennie można pogadać z gwiazdą.
-I myślisz, że tego nie słyszałem? – znów śmiał się ze mnie.
-Nawet jeśli, to mi to nie przeszkadza. Nie wstydzę się prawdy – powiedziałam poważnie i stanowczo.
-Och, czyż mam czekać teraz na jakieś wyznanie? Może nie powstydzisz się nawet takiej prawdy, że ci się podobam? – spojrzał mi głęboko w oczy z lekkim uśmieszkiem.
-A to przecież oczywiste jest – prychnęłam. – Której dziewczynie byś się nie podobał.. Jeszcze ten glos.. – westchnęłam. Przez chwilę się nie odzywaliśmy, aż nagle Jun zaczął śpiewać. Śpiewać! Nie znałam tej piosenki. Fragment brzmiał: „Kocham cię, skarbie|Gdy się uśmiechasz, skarbie|I gdy jesteś taka podirytowana…|A zwłaszcza wtedy, kiedy…|Mówisz mi tą najszczerszą prawdę”… Śpiewając, cały czas na mnie patrzył. Gdy skończył, od razu zaczęłam klaskać.
-To było świetne!
-Mam nadzieję, że nie nagrywałaś? Jeszcze tego nie wydaliśmy.
-Mam dobrą pamięć. Rozpowiem wszystkim, jeśli mi nie zdradzisz, kiedy to wydacie – zagroziłam.
-Nie wiem. Przed chwilą to wymyśliłem – powiedział całkiem poważnie. „Czyli.. to się kierowało do mnie?” zapytałam samą siebie w myślach, a jego oczy mówiły mi, że odpowiedź brzmiała „Tak”. Wtedy powoli zaczął pochylać się ku mnie, a ja przymknęłam oczy. Poczułam dotyk jego ust. Były miękkie i tak jakby… słodkie? Nie był to namiętny pocałunek, ot taki, przelotny. Już po chwili się od siebie oderwaliśmy, a potem już nic nie mówiliśmy. Patrzyliśmy na siebie bez żadnego skrępowania, co najwyżej raz na jakiś czas któreś się uśmiechało. W sumie to było to takie niepoważne.. Przecież on był tyle ode mnie starszy… A w dodatku to niemożliwe, by szczerze się we mnie zakochał po tak krótkiej chwili. Nagle telefon zaczął dzwonić, a ja czułam, że to moja mama, więc odebrałam. Mialam rację. Czekała na mnie. Chłopak odprowadził mnie aż na parter. Szarmancko otwierał wszelkie drzwi, podał kurtkę, a potem pomachał na pożegnanie.
Kiedy wsiadłam do auta, mama zaczęła wypytywać, kto to był i co u niego robiłam. Opowiedzialam jej wszystko… to znaczy prawie wszystko. Ominęłam pocałunek oraz tekst piosenki. Skłamałam. Oznajmiłam, że zaśpiewał mi ich ulubiony utwór. W domu zastanawiałam się długo nad tym wszystkim. Może to było na serio? Kusił mnie jego numer telefonu. Jeszcze tego samego dnia usunęłam go. Postanowiłam, że jeśli to naprawdę przeznaczenie, iż jeżeli on mnie faktycznie polubił.. To zadzwoni. A jeśli los chce, abyśmy mimo wszystko byli razem, to jeszcze się spotkamy. Wierzę w to. I nie żałuję, że usunęłam ten numer.
~~

*ohime-chan – jap. księżniczka

Advertisements

4 komentarze

Filed under Fanficki, StoRy

4 responses to “„Ktoś” – Fanfick.

  1. wiedzmaaaa

    Ah! Marzenie, spotkać Johnnys’a na ulicy i jeszcze mieć do niego numer telefonu:P Ale fanfick dobry, fajnie się go czyta:) Jak już masz taką wenę to ja proszę o więcej:P

  2. Mnie się strasznie podobało. Jeżeli kogoś lubię z ARASHI to właśnie Matsumoto Juna. Może kiedyś napiszę własny fanfick, kto wie? Ale pewnie zanim się zbiorę nastanie lato. Jak znasz taką „Natsuko” to nakieruj ją na mnie. Pewnie numer telefonu do np. Bakanishiego też ma :).

  3. heh róznica wieku.. akurat jestem po „alicji” Piekary – tam miłość się tworzy między 14 a niespełna 40 letnim mężczyzną.
    jej, ale jestem ciekawa czy zadzwonił czy nie ^^

  4. kaeiko

    Ja chcę więcej!!! 😀 Swietny fanfick:) Mmmm… Juuuun, usta Juna XDD
    I love it ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s