…a dla Ciebie myślę caaały rok/Happy B-day, Alex!

Na początku roku mówiłam ci (zapewne nie pamiętasz takich szczegółów xD), że ja nad prezentem lubię myśleć nawet przez rok. Ale tak naprawdę to chyba tylko dla Ciebie jestem w stanie zrobić coś takiego. Miałaś kompletną rację, że dla zwykłej osoby wystarczy miesiąc. No, ale ty nie jesteś taką do końca zwykłą osobą. W każdym razie, na pewno nie dla mnie. I chyba jesteś jedyną taką, dla której mogłabym poświęcić całe to 365 czy 366 dni na myślenie o tym właśnie dniu. Bo przecież w realu wystarczy przejść się po sklepie, a w Internecie to jednak trochę trudniejsze.;p

W poprzedniej notce urodzinowej napisałam, że tak po roku będę dawać ci jedno życzenie… I w tym roku się nie mogę powstrzymać, pójdę na całość, będę samolubna i pożyczę, żeby było bardzo dobrze i dla mnie…;p Żebyś dojechała na konwent i ja także! A przy okazji, aby się nam udało…. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła wrócić do domu z myślą „Ta znajomość to jest niewypał w realu”.
~*~

Był to piątek  jak każdy. Wstałam, ubrałam się, poszłam do szkoły, wynudziłam się na lekcjach, a potem wracałam do domu.  Byłam pewna, że gdy już dojdę, to tylko odrobię zadanie, zjem coś, a z kolei następnie klapnę przed kompem. I będę tak siedziała do nocy i dłużej, nie robiąc nic pożytycznego. Nawet sobie z nikim nie popiszę, bo takie dni nudy to są też, obowiązkowo, dniami aspołeczności. No, przynajmniej dla mnie. Już chciałam zaliczać ten dzień jako jeden z tych nieudanych, gdy wydarzyło się coś. Bardzo przyjemne coś. Wręcz wspaniałe. Idąc ulicą spotkałam moją idolkę i byłą sąsiadkę zarazem – Alex.

Nie, wbrew pozorom to wcale żadna gwiazda ani nic w tym stylu. To znaczy dla mnie jak najbardziej tak, lecz nie wiem, jak dla innych. Nie piosenkarka, nie pisarka, nie tancerka, nie poetka ani tym bardziej nie znana polityczka czy biznesmenka. Póki co, nic powyższych. Alex jest zwykłą licealistką. Może wydawać się przeciętnym ludkiem, lecz jak najbardziej jest ponadprzeciętna. Może ktoś powiedzieć, że widziwiam, ale w moich oczach ona jest kimś wyjątkowym.Kimś, z kogo chcę brać przykład. Ją da się tylko kochać lub nienawidzić, nic poza tym oraz nic po środku. Może się nie odezwać ani słowem, a i tak potrafi mnie pocieszyć. Może tylko cicho słuchać, nie komentować wcale, a ja i tak będę dalej jej coś z zapałem opowiadać. Może mi dawać do zrozumienia, że jestem czasem zbyt wkurzająca, a ja i tak będę wierzyć w to, że mnie mimo wszystko lubi. Zawsze tak sądziłam, już od dziecka, bowiem Alex była moją sąsiadką od zawsze.  Ach, jakże nie szkoda, że nie i na zawsze. Gdy uczyłam się chodzić, patrzyła na mnie jako pięciolatka z wielkim, okrągłym lizakiem w ręcę i pluszakiem pod pachą. Kiedy to ja miałam pięć lat, ona już była dziesięciolatką i musiała uczyć się przyrody, historii i tych innych nud. A kilka lat później wyjechała w siną dal. Miałam wtedy siedem lat i był to dla mnie okres rozpaczy, smutku i rozlewania łez. Czułam się, jakby ona poleciała na inną planetę i miałybyśmy się już nigdy nie spotkać. A była dla mnie jak siostra, taka wymarzona. Dlatego jakże wielkim zdziwieniem był dla mnie moment, kiedy parę lat po rozstaniu zobaczyłam ją na drugim końcu miasta ubraną w mundurek, z plecakiem na plecach. Na początku byłam w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Momentalnie podbiegłam do niej ze łzami w oczach. Gdy dzielił nas już tylko metr, stanęłam jak wryta i nie wiedziałam co powiedzieć. Wgapiałam się w nią tylko jak wariatka jakaś. Dziewczyna rozejrzała się wokoło i wskazała na siebie, patrząc na mnie wzorkiem pytającym „O mnie ci chodzi?..”.

-Eeeee…Alexxx..sss….-zaczęłam kiwać głową, że właśnie tak, iż o nią i popłakałam się jeszcze bardziej. Lecz ona wciąż mnie nie rozpaznawała. Minęła tak chwila, kiedy ona stała bezradnie i nie wiedziała, co poczynić, a ja ryczałam i beczałam, wylewałam już chyba drugi ocean łez szczęścia. W pewnym momencie drgnęła, podeszła do mnie szybkim krokiem, krzyknęła „Ai” i z uśmiechem przytuliła mnie. Wtedy stałam się już tak radosna, że mnie rozpoznała, iż nie mogłam przestać płakać, choć chciałam całym sercem pokazać, jaka to jestem twarda i inna po tych wszystkich latach rozłąki. No ale nie umialam.

I tak właśnie sytuacja wyglądała. Potem jeszcze chciałam się przez chwilę na nią fochać, bo się przez parę lat nie odzywała, lecz gdy wyjaśniła mi, że dopiero miesiąc temu wprowadziła się z powrotem do miasta, a przedtem mieszkała zagranicą, wybaczyłam jej całą swoją duszą. Zresztą, nie potrafiłabym obrażać się akurat w takiej chwili.  Od tamtej pory widywałam ją kilka razy w tygodniu, zwykle przypadkowo, a czasem sama szłam się w kierunku jej domu. A może w tych przypadkach był też jakiś jej świadomy udział? Może.

W każdym razie, wracając do tego piątku…  Zobaczyłam ją i od razu podbiegłam z uśmiechem zapytać, co ją w te strony sprowadza oraz czy pójdziemy na lody i oznajmić, jak to miłą ją widzieć, zwłaszcza w taki dzień jak dziś.  A ta tylko popatrzyła na mnie poważnym, stanowczym wzrokiem i powiedziała, że dziś na lody czasu nie będzie. Kiedy spytałam, dlaczego, bez słowa pociągnęła mnie za rękę i ruszyłyśmy w kierunku mojego domu. Gdy już doszłyśmy i weszłyśmy do pokoju, włączyła komputer, wyklikała jakiś link i powiedziała, abym spojrzała. Była to jakaś fanowska, angielska strona z newsami o japońskim showbiznesie i choć z tego języku zwykle nie rozumiałam wszystkiego, to tym razem wystarczył mi sam nagłówek. A wszystko w mojej głowie tłumaczyło sie tak, że… Że Akanishi Jin zniknął*! Kiedy dziewczyna zobaczyła szok w moich oczach, zaczęła mówić:

-Właśnie tak, wyjechał gdzieś w siną dal… Ale wiesz, co jest najciekawsze? Wchodząc dalej w szczegóły, piszą tam, że jest gdzieś w Polsce – odnalazła na stronie fragment mówiący o tym, gdzie najmożliwiej poleciał, abym mogła przeczytać sama. – Jest coś jeszcze lepszego – ciągnęła dalej. – Na swoim Twitterze napisał jakieś na oko nie wiadomo, co znaczące słowa.Ale potem pokojarzyłam fakty, że w którymś programie KT mieli za zadanie opracować sobie swój własny, inny od jakiegokolwiek języku, alfabet. To jest właśnie to… To jest R….A….B….a tego nie wiem.. O…ta też nie jest mi znana…Ale literki wskazują na to, że on jest tutaj gdzieś! W naszym mieście. I myślę, że chce się pokazać, tylko zawziętym fanom KT, którzy się domyślą.. A ja chcę tylko usłyszec jak śpiewa na zywo…

I wtedy zobaczyłam jej oczy pełne nadziei. Chyba każdy człowiek, gdy marzy, ma w oczach coś z dziecka. Nawet starzec. A ja się przy dzieciach wzruszam. Dlatego na ten widok zaszlochałam trochę i postanowiłam pomóc mojej przybranej przeze mnie siostrzyce odnaleźć Jina.. Choćby nie wiem, co…  Pociągnęłam ją za mną na dół, ubrałyśmy kurtki i poszłyśmy szukać idola. Zaczęłyśmy od rynku, wszelkich zabytków, potem restauracji, barów, pubów, Sali koncertowych, w końcu obeszłyśmy nawet większość sklepów. Powoli zaczynało się ściemniać, a my wciąż nie znalazłysmy chłopaka. Zagryzłam wargi i postawiłam jej dużą porcję lodów na pocieszenie. Przy jedzeniu cały czas mruczałam pod nosem, że jeszcze go znajdziemy. Alex kłamała mi w żywe oczy, że niby od początku wiedziała, iż to się nie uda i tak serio to chciała tylko pójść na spacerek. Westchnęłam na ten fałsz i z powrotem zabrałam się za lody. Jadłyśmy w lodziarni na rynku, na parterze, więc  miałam świetny widok na chodnik, drogę, ratusz… No po prostu na cały rynek. I nagle zobaczyłam Japończyka. Nie był to Jin, co prawda, ale Japończyk – a w naszym mieście nie była to zbyt często spotykana rasa. W momencie zerwałam się z miejsca i wybiegłam z lokalu. Byłam pewna, że Alex zaraz pobiegnie za mną, więc nawet nie było po co jej wyjaśniać, za czym tak biegnę. Na zewnątrz szybko odnalazłam wzrokiem chłopaka i podeszłam jak najbliżej niego. Nie było szans, aby wśród takiego tłumu zauważył, że za nim idę, więc nie musiałam się tym martwić, a tymczasem Alex do mnie dobiegła. Wytłumaczyłam jej, po cóż to tak niegrzecznie ją opuściłam, a gdy  to do niej doszło, zaczęła się tak szczerze uśmiechać i śpiewać pod nosem jakieś piosenki Akanishiego. Śledziłyśmy tak tego obcokrajowca przez prawie kwandrans, a skończyło się na tym, że wszedł do jakiegoś hotelu, a potem poszedł w kierunku jakiegoś pokoju. Nam już tam nie wolno było pójść. Ale ja nie chciałam się poddawać. Postanowiłam, że będę czekać pod wejściem póki Jina nie zobaczę. A Aleksandra widząca moją zawziętość, postanowiła też się na razie z tego miejsca nie ruszać. Czekałyśmy tak i czekałyśmy, mijały godziny. W końcu skończyły nam się tematy rozmowy i mimo tak ciepłej pory roku, zaczęło nam być troszkę zimno. A ja już się nawet senna zrobiłam. Miałyśmy już się poddać, gdy ktoś wyszedł z budynku… A mianowicie… tak, tak, właśnie.. tak…. Jin! A najdziwniejsze było to, że nie miał przy sobie żadnej ochrony, ani też nie próbował ukrywać, że to właśnie on, Akanishi.. Nie maskował się w żaden sposób. Zaraz potem skręcił w lewo i szedł przed siebie wolnym ruchem, a my poszłyśmy za nim. Moja przyjaciółka układała sobie w głowie zdania po japońsku, które chciałaby mu powiedzieć, a ja szłam obok niej onieśmielona i niepewna, czy nagle z krzaków nie wylecą na nas jacyś wielcy mężczyźni krzyczący „Padnij, one mogą mieć broń!”… W końcu doszliśmy do jakiegoś wielkiego placu, na którym było już zgromadzone.. Przynajmniej pareset innych dziewcząt. Byłyśmy zaszokowane tym, że nie tylko my odkryłyśmy lokalizację Japończyka.  Tak się zagapiłyśmy na ten tłum, że w końcu zapomniałyśmy o chłopaku i zniknął nam z oczu. Gdy zbliżałyśmy się do widowni, aby znaleźć sobie miejsce, zauważyłyśmy wymachujące do nas.. Harumi, Kaori i Wiedźmę! Popatrzyłyśmy obie na siebie pytającym wzrokiem i niepewnie podeszłyśmy do reszty dziewczyn.

– Co wy tu robicie?! – zapytała Alex.

-No na koncert Akanishiego miałybyśmy nie przyjechać? I to jeszcze za free? A nawet w mieście Alex i Aikee? –odpowiedziała Wiedźma, a reszta pokiwała zgodnie głowami. Dowiedziałyśmy się jeszcze,że nasze wysiłki poszły na marne, bo na jakiejś innej stronce było wszystko wyjaśnione, gdzie, jak i o której chłopak występuje. Aleksandra przewróciła oczami bezgłośnie mówiąc „I oczywiście wcześniej nic nie powiedziały…”, a potem zaśmiała  się i zaczęłyśmy wszystkie pięć gadać jak nejęte o wszystkim i  o niczym. Trochę się przekrzykiwałyśmy, bo inni raczej ciszy nie byli, a w dodatku pięć to już niemały tłum i trudno było tak grupowo gadać. Koniec końcem, uratował nas Jin, który w końcu wyszedł z tej jakiejś swojej kryjówki, aby zaśpiewać. A najpierw wygłosił przemowę w angielskim…

-Bry wieczór,  szalone polskie fanki mnie! Chciałbym wam tak szczerze powiedzieć, czemu zorganizowałem ten występ. Mam wrażenie,  że bardzo sobie u was wszystkich zaminusowałem. Chyba mało kto zrozumiał moje odejście z zespołu, co było w sumie moją winą, gdyż niedostatecznie dobrze to wszystko wytłumaczyłem. A w dodatku w Ameryce nie dotrzymywałem obietnic, kazałem wam czekać… Dlatego postanowiłem pojechać w takie miejsca jak Polska. Gdzie nigdy nie byłem i zapewne tam gdzie wytwórnia w życiu by mnie nie wysłała. Żeby zaśpiewać dla was. A zwłaszcza dla pewnej osoby, która dziś ma urodziny. To dla Ciebie, Alex, dzięki twoim przyjaciołom – puścił oczko w stronę naszej grupki, a dokładniej do licealistki o blond włosach stojącej tuż obok mnie. Tej, która dziś kończyła osiemnaście lat. Gdy pomyślałam, że to już tyle lat minęło,  że ona jest juz dorosła… Z oczu popłynęły mi łzy. Wzruszyłam się, jak zwykle. Patrzyłam na tą uśmiechniętą dziewczynę wsłuchaną w muzykę jak zaczarowana i szlochałam. Jednak ona dla mnie zawsze będzie dzieckiem, nie dorosłą. Bo poznałam ją jeszcze jako dziecko. Otarłam łzy – „Tak, dla mnie Alex zawsze będzie tą samą Alex, nieważne ile lat minęło.. Więc nie ma co się wzruszać”.

Otarłam oczy jeszcze raz i zaczęłam razem z Aleksandrą, Jinem, Kaori, Wiedźmą, Harumi oraz innymi z widowni śpiewać.

~Wiesz, chciałabym, aby to opowiadanie było prawdą. Abyś okazała się być moją byłą sąsiadką, o której zwyczajnie zapomniałam. Lecz los jest taki kochany, że pozwolił mi poznać cię na nowo…~

*Mimo, że Jinek już w Japonii nie pracuje, to wydaje mi się, że na stronkach i tak by o czymś takim napisali. W końcu dalej sławnym Japońcem jest, byłym członkiem KT…

~*~


A teraz chciałabym ci pokazać fragmenty piosenki Hayami Kishimoto „Aitakute”, którą chciałam dla Ciebie przetłumaczyć. Jednakże nie wyszło, nie jestem jeszcze na tyle dobrą tłumaczką.^^’ Wolałabym nie zamieszczać tu całego tłumaczenia. Co najwyżej te fragmenty, które uważam za całkiem sensowne..;]

Nande hito wa motome au no? – なんで人は求めあうの?- Dlaczego ludzie tak długo czekają na siebie?

Dlaczego, dlaczego, dlaczego?… Samotność jest straszna. Wiesz, co łączy nasze znaki zodiaku? Według wszelkich teorii, obie jesteśmy towarzyskie i nienawidzimy samotności. Więc walczmy z nią razem.;] Hitori ja nai.

Aitakute miageta sora tooku – 会いたくて 見上げた空遠く – Tęskniąc za tobą, spojrzałam ku niebu

Tęskniąc? Czy mogę za tobą tęsknić, skoro tak naprawdę cię nie znam? Myślę, że tak. Mogę zwlaszcza tęsknić do tych wszystkich szans, które miałam, które pozwalały nam się spotkać.. A ich nie wykorzystalyśmy lub nam się nie udało. Moze się jeszcze wtedy nawet nie znałyśmy? Myślę, że takowych jest mnóstwo. A niebo.. Faktycznie sprawia, że tęsknota tak nie boli. Bo wszyscy żyjemy pod jednym  niebem.

A na koniec, torcik 🙂 Co prawda ty nie dmuchałabyś już w jedną świeczkę, a osiemnaście…. Ale chyba każdy tak naprawdę chce mieć w sobie ducha dziecka, ne? Bo po co dorastać… Każdy chciałby żyć jak Piotruś Pan. Ale z drugiej strony nie powinno się stać w miejscu ;p

Lecz dla mnie wciąż nie jesteś dorosła. Jesteś tą samą Alex, tą z którą przyjaźnię się juz ponad dwa lata…^^
A tutaj taki malutki prezencik..

Od twojej małej siostrzyczki ;D

Pamiętaj, choćby nie wiem, co, to ja zawsze będę gdzieś tutaj, zawsze będę Cię kochała 🙂

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s